Oś czasu użytkownika michal
Londyn
Londyn
Miejsce wydarzenia: Londyn
Współrzędne GPS: 51.47394568522644 -0.13576805591583252
Lokalizacja punktu na mapie
Wycieczka do Londynu. Planowana już nie raz. Zawsze jakoś tak nie po drodze było. A to nie było kiedy, a to nie było za co. Przy czym to drugie "a to" zdarzało się znacznie częściej. Co prawda mieliśmy kilku znajomych na wyspach a nawet w samym Londynie, ale zawsze jakoś tak nie było jak wspomnieć o tym. Bo inaczej jest mieć znajomych a inaczej pakować się im na chatę, choćby na kilka dni.
W końcu postanowiliśmy jechać, więc zaryzykowaliśmy maila do naszej znajomej aby wstępnie wybadać ją co ona na to. Okazało się, że jest zachwycona naszym pomysłem i chętnie nas zobaczy u siebie.
Zakupiliśmy bilety lotnicze w jednej z tanich linii i z niecierpliwością czekaliśmy dnia wyjazdu. Wreszcie nadszedł i spakowawszy najpotrzebniejsze rzeczy udaliśmy się na lotnisko celem "oderwania się od ziemi".Lot jak to lot, nic specjalnego. Na początku trochę w górę (samolot wraz z żołądkiem), potem trochę ponad godzinę nic nierobienia (za oknem nuda, same chmury ale z góry) i wreszcie lądowanie. Co prawda nie w Normandii, ale też przyjemnie. I tutaj zaskoczenie: nikt nie klaskał w samolocie po wylądowaniu. Widać mało "naszych" leciało.
Z samolotu szybka przesiadka na pociąg i po 30 minutach byliśmy w centrum.Za chwilę pojawiła się Aga i przetransportowaliśmy się czerwonym autobusem (a jakże, u góry) w okolice jej mieszkania. Dzielnica muszę przyznać całkiem blisko położona centrum (jeśli tak w ogóle da się powiedzieć o Londynie), więc w sumie wszędzie dość blisko.
Pierwszy dzień mieliśmy z głowy (Aga była po pracy, my po podróży), więc należało się nagadać ile wlezie. Plany na następne dni bardzo napięte, więc poszliśmy spać wcześniej... niż w Polsce (mniej więcej o godzinę).Z samego rana Aga uraczyła nas prawdziwym angielskim śniadaniem. Pycha.
Potem szybkie pakowanie plecaka i ruszyliśmy w miasto.
Nie będę szczegółowo rozpisywał się nad tym co, gdzie i jak zwiedzaliśmy, ale o kilku istotnych sprawach napisać należy.Pierwsza rzecz jaka mnie zdziwiła to sposób w jaki ludzie przechodzą przez ulicę. Zapala się pomarańczowe światło dla samochodów i masa ludzka zaczyna transportować się na drugą stronę jezdni. Jak tylko wszyscy przejdą, samochody zaczynają jechać, nawet nie czekając na swoje zielone światło. Nikt w tym czasie nie odważy się przejść przez ulicę. Jakoś nie zauważyłem, żeby ktoś trąbił na pieszego, albo żeby ten "darł mordę" na kierowcę. Pełna kultura.
Jeśli pieszy ma czerwone światło ale nic nie jedzie, nikt nie czeka na zmianę, wszyscy przechodzą. Warto podczas wykonywania tego skomplikowanego manewru rzucić okiem pod nogi, gdzie czarno na białym (a właściwie odwrotnie) napisane jest w którą stronę (lub obie) należy patrzyć i z jakiego kierunku spodziewać się nadjeżdżającego samochodu. A uwierzcie mi przydaje się taka informacja w kraju gdzie ruch jest lewostronny a "zwykły" europejczyk czuje się nieco skołowany.W ścisłym centrum nie widać samochodów, po części dlatego, że wjazd jest płatny, a po części dlatego, że jest dużo parkingów podziemnych. Pomagają też w tym zakazy parkowania na chodnikach. Nie do pomyślenia u nas.
No i klimat...
Nie wiem co Londyn ma w sobie, ale sprawia, że czuję się tam dobrze. W żadnym wypadku nie jak obcy i nieznajomy. Przyjeżdżam tam, wysiadam z samolotu i wtapiam się w tłum. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. Nikt się nikogo nie krępuje. Języki mieszają się ze sobą i nikogo nie dziwi, że grupka ludzi obok rozmawia w dziwnym afrykańskim narzeczu a kobieta obok w chustce na głowie przekłada paciorki mamrocząc coś pod nosem. Przyjemne uczucie. Jak na razie to jedyne większe miasto Europy w jakim byłem, gdzie poczułem coś takiego. Jeśli miałbym gdzieś mieszkać, to z pewnością mógłby być to Londyn.
Muszę przyznać, że Aga jest świetnym przewodnikiem. Prowadziła nas w takie miejsca, które trzeba zobaczyć i o których piszą w przewodnikach oraz w takie gdzie można zakosztować spokoju przy filiżance kawy lub posiedzieć w cichym lecz uroczym miejscu dając odpocząć nogom. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o małym targu na który trafiliśmy. Sprzedawcy z całego świata (a więc i z Polski) oferowali produkty głownie do jedzenia pochodzące z ich krajów. Były tam małże, raki, sery czy choćby cukierki z Turcji. Ludzie tłoczą się chcąc przynajmniej nacieszyć oko widokiem takich smakołyków pieczołowicie przyrządzonych i zaprezentowanych przez sprzedających. Polecam to miejsce wszystkim głodnym.
Zdecydowanie zapraszam do Londynu. Ja już niedługo znowu tam zawitam. Zaopatrzę się w nowy zapas wyśmienitej herbaty, odwiedzę znajome i nieznajome zakątki, zjem kurczaka z frytkami, napije się kawy i dam się ponieść temu miastu.
Załączone zdjęcia
Komentarze do wydarzenia
leshek71
2010-01-21 22:22:56
Znajome miejsca... flashback!
Następnym razem koniecznie opisz klimat! Jak ja tam byłem, to jak przystało na wyspę brytyjską - padało! I tak mi się Londyn kojarzy. No i Backingham Palace. Coś czego zazdroszczę, to wizyt w muzeum. Planuję specjalną wycieczkę tylko po to tam sobie zorganizować. Co do mojego second home town... wolę a Paris!
Czekam na reportaż z tego miasta!
michal
2010-01-21 22:29:10
Faktycznie opisu klimatu jako takiego brak, ale może wynikło to z tego, że jak w sam raz nie padało a atrakcji było za dużo, żeby o pogodzie myśleć. Co zaś się tyczy Backingham Palace to moje wrażenia są... właśnie jakie? ano żadne. Budynek wygląda (pomimo imponującego ogrodzenia) raczej marnie. Tynk odpada, fasada brudno-szara. Bez rewelacji. W środku nie byłem, nie miałem czasu na herbatkę z Jej Królewską Mością.
dorota
2010-02-12 10:20:37
Potwierdzam wszystko, co tu Michał naskrobał, bo przy tym byłam. Było tak super, że już za 2 m-ce wybieramy się tam znowu :)
Wydarzenia
Chmura tagów
bastylia siata rzym Kew Gardens samolot luwr kwiaty narty Pola Elizejskie fotografia Krk autobusy zdjęcia la mesola Mała Strana Chorwacja wieża eiffla łuk szczyty italia dolomity Dramalj ferrata Hradczany most reichstag niemcy pola elizejskie chris botti metro internet brama brandenburska Crikvenica alba Baker Street Greenwich Tunezja samoloty włochy lotnictwo trąbka alpy Rijeka klimat Praga Czechy Zagrzeb sasso lungo lot wieża Eiffla muzea Praha wakacje urlop Most Karola paryż wyprawa zabrze wiosna Suresnes val di fassa Paryż punta marmolada Monastir świeradów Adriatyk via ferrata berlin canazei szkola
O autorze
Dołączył: 2009-12-11
Wydarzeń: 19
Wydarzenia tego użytkownika
- Koncert, koncert, koncert
- U stóp Białej Góry
- Genewa
- Orlean i zamki
- Paryż
- Słodka stolica
- Amsterdam
- Berlin
- Praga (na południe)
- Pierwsze zimowe wejście latem
Twoje wydarzenia
Już nie musisz pamiętać o datach wszystkich wydarzeń.
Snapki.pl zrobią to za Ciebie!
Losowe aktywne profile
Ostatnie komentarze
No, ja wyglądam dziś jak raczek, i do tego okropnie piecze.... A nie było to w tak...
Małopolski Piknik Lotniczy
Najlepsze koncerty Turnaua to te w Studio. I to chyba głównie za sprawą publiczności.
U Turnaua na imieninach
Mięso pewnie też nie wiadomo z czego, może z wielbłąda...? Ale mimo wszystko brzmi...
Tunezja
kuchnia bardzo różnorodna. W hotelu wiadomo, część było robione pod europejczyków...
Tunezja
































