Oś czasu użytkownika Maggie_St
Lazurowe Wybrzeże
Lazurowe Wybrzeże
Miejsce wydarzenia: Eze sur Mer
Współrzędne GPS: 43.54854811091288 6.976318359375
Lokalizacja punktu na mapie
Kiedyś, kiedyś tam... Nieee... Tak nie zacznę. Będzie to opowieść oparta o wspomnienia, zapiskach no i tasiemcowatych listach, które wysyłałam do domu a które moja Mama sentymentalnie przechowuje. :) Miałam ogromne szczęście(?) przebywać we Francji, w ramach nazwijmy to „coś za coś” lub w dowód wdzięczności...- Działo się to na Lazurowym Wybrzeżu, pół km w linii prostej od morza. Miejscowość nazywała się Eze sur Mer. Moje zauroczenie zaczęło się w momencie wyjazdu z dworca w Nicei, konkretnie wyjazdu poza miasto.... Myślę, że nie wyglądałam specjalnie inteligentnie, na pewno miałam wytrzeszczone oczy i otwarte usta, aż cud że się nie uśliniłam... Pewnie wiecie mniej więcej jak wygląda Lazurowe Wybrzeże? Riwiera Francuska? Dla tych co nie wiedzą, to bajkowy krajobraz, wąskie, kręte drogi które z jednej strony mają strome, poszarpane skały a z drugiej huczące morze.... Wiją się serpentynami opadając w dół bądź wspinając w górę, poprzetykane tunelami. Tereny obsadzone palmami, drzewkami pomarańczowymi i cytrynowymi no i to wszędobylskie, niesamowicie niebieskie morze które urzeka, po prostu..... Miejscowości położone na zboczach gór. Mieszkałam w willi która była usytuowana tak mniej więcej w połowie wysokości takiego stromego zbocza. Żeby zejść na dół, nad morze np. (lub na pocztę wysłać gruby list do domu :) ) wystarczyło zejść licznymi schodkami które były wszędzie i łączyły każdą uliczkę. Schodki były przeróżne: strome, łagodne, z kamienia czy betonu, wśród domów, między ogrodami. Natomiast samochodem to już niestety zygzakiem w dół, trzy razy dalej niż po schodkach. Co mnie zdziwiło to to,że wszędzie rosły pomarańcze,( to był koniec lutego- początek marca, i one wtedy dojrzewały.) i spadały i najnormalniej w świecie gniły, nikt ich nie zbierał. Dopiero później się dowiedziałam, że do jedzenia są specjalne odmiany których raczej nie sadzi się w ogródkach do ozdoby... Dom a raczej ośmielę się nazwać go willą, od frontu wyglądał jak mały domek parterowy, dopiero z ogrodu z drugiej strony, na dole okazało się, że to dom który ma parter i trzy piętra! I to właśnie budownictwo w zboczach gór, po prostu część domu wmurowana była w skałę. I tak w ten sposób dziwaczny był rozkład pomieszczeń. Z holu trzeba było schodzić schodami w dół do sypialni, łazienek i gabinetów! Pani u której mieszkałam, nazwijmy ją Madame, była Polką z pochodzenia. Tzn jej rodzice wyemigrowali do Francji w dwudziestoleciu międzywojennym, i ona już się tam urodziła. Szczyciła się tym iż zna język polski, którego nauczyła się od matki. Zna... To bardzo szumnie powiedziane... Za chwilę przytoczę Wam kilka przykładów z owej znajomości, tylko wyjaśnię co i jak. Madame uwielbiała wprost sprzątać, i robiła to do ok 3-4 w nocy, z tym że oczywiście odsypiała do późnych godzin popołudniowych. Wszystko musiało być wypucowane do połysku, a po domu chodziła i prawie że węszyła jakby za chwilę miał zza drzwi wyskoczyć jakiś przerażający „mikrob”.... W związku z tym wszystkim domownikom, w tym i mnie zostawiała tysiące karteczek z uwagami. Porozlepiane po całym domu.. I teraz Wam zaprezentuję mikroskopijny wycinek jej radosnego słowotwórstwa.. ;) Bo wszystkie te kartki i karteluszki oczywiście zostawiłam sobie na pamiątkę. No i pozwolę sobie od razu tłumaczyć też na polski, ale nasz :)
- „ Żeznik ma pszyć i pszynieć mieso dla gołąkuf”
Rzeźnik ma przyjść i przynieść mięso do gołąbków
-. „Zostawiłać szwiatło w salonie, jakby nie przyśli my to by cało noc się szwieciło”
Zostawiłaś światło w salonie, jakbyśmy nie przyszli to by się całą noc świeciło.
-. „Uwaga! Słąse! Zamykac okienice!
Uwaga! Słońce! Zamykać okiennice
-. „Mom skleroze, przyniesłam prośek z dołu to weść do mały kuchni. Dziękuję i cauje. Miła noć tobie”
Mam sklerozę, przyniosłam proszek z dołu to weź do małej kuchni. Dziękuję i całuję. Miłej nocy dla ciebie.
- „Nie ceba łotykać pudełkło ino zostawiac zatkane. Pa”
Nie trzeba otwierać pudełka tylko zostawiać zamknięte
- „Pise kartke dla tegło chopa wot ziemi. Pokas mu na dół, włole zeby połozył wszystkło u nas w łogrodzie na dole to łotwusz mu te dzwi na dole szypkło i pociekaj na niegło.
Tutaj chodziło o to że kurier z firmy ogrodniczej miał przywieźć ziemię do kwiatów :) czyli: „Piszę kartkę dla tego chłopa od ziemi, pokaż mu (gdzie położyć) na dole, wolę żeby położył wszystko u nas w ogrodzie na dole, to otwórz mu te drzwi na dole szybko i poczekaj na niego”
Tych kartek mam chyba z tysiąc, więc nie będę więcej zamęczać. Kobieta miała męża, dwóch synów oraz cztery perskie koty. Na pierwszym miejscu dla niej byli synowie, na drugim owe perskie koty, na trzecim dom a na szarym końcu mąż, święty człowieczyna...
Koty były rozpieszczone do granic, nawet miały swoje talerzyki, wysokie stołeczki i jadły razem z nami. Najwięcej zachodu oczywiście było z czesaniem tych „sierściuchów”. Był specjalny kuferek z przyborami toaletowymi dla nich, pojemności może ze 20L, czego tam nie było: z dziesięć rodzajów szczotek, grzebieni, zasypki dla niemowląt (?!), waciki, tabletki, kropelki itp. Żeby wyczesać takiego jednego kota to min. pół godziny. A wystarczyło opuścić kilka dni w czesaniu, masakra.... Momentalnie robiły się kołtuny które albo się wyrywało na siłę przy czesaniu albo obcinało. Więc nie było mowy o zaniedbaniu. Koty miały na imię: Gawrosz, Guli i Esmeralda. Przy czym największy ambaras był właśnie z ową Esmeraldą, która rzeczywiście miała francuskie podniebienie i tylko chude mięsko, zmiksowane z warzywkami. Spraw fizjologicznych tez nie załatwiała normalnie. Trzeba było królewnie naszykować kuwetę z pampersem (!!), wsadzić ją tam i asystować koniecznie aż się załatwi. A jak już zrobiła co trzeba to był komentarz: „U la la! Jaki grzecny kotek, jaka ładna kupka!” Dosłownie!
Oczywiście z domu też wychodziłam, najczęściej jeździłam do Monaco bo było tylko siedem km i autobus co pół godziny. Wystarczyło kupić bilet w jedną stronę a z powrotem okazywało się ten bilet kierowcy i można było jechać,a u nas? Nie do pomyślenia w Polsce... W Monako zawsze pospacerowałam po ogrodach i nadbrzeżem wśród zacumowanych luksusowych jachtów a potem jak wielka światowa turystka, szłam na plac przed pałacem Grimaldich i zamawiałam kawę espresso, dwa łyczki. Pamiętam że była bardzo dobra, bardzo mocna i bardzo droga jak na moją kieszeń, kosztowała 10 franków, (bo wtedy jeszcze franki były, nie euro), stolik tez był malutki :). Ale co to w porównaniu z uczuciem, że tam jestem.... Co tam, że na wiele rzeczy mnie nie było stać, ale te widoki, miejsca, przepiękne ogrody, tego nie da się przeliczyć na żadne pieniądze...no i niesamowicie mili i grzeczni ludzie, tam słyszałam „dziękuję, proszę, przepraszam, w czym pomóc” tyle razy na dzień ile u nas w ciągu miesiąca.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.......
Załączone zdjęcia
Komentarze do wydarzenia
michal
2010-03-08 21:43:24
Z opisu wynika, że warto tam zajrzeć, może nie ujrzeć starszą Panią, ale całą otaczającą resztę. Widoków (tych za oknem) pozazdrościć.
Wydarzenia
Chmura tagów
zamki Monastir Most Karola Mozart Czechy szczyty pałac opera Dunaj narty siata kielce sex alba belgia via ferrata król łuk walc Suresnes unia europejska świeradów internet prostytucja tulipan zakochani fotografia loara kanał wspinaczka karnawał paryż rzym Tunezja chambord Wiedeń laski orlean marihuana szkola wieża eiffla Mała Strana Hradczany Pola Elizejskie Paryż Beethoven lotnictwo holandia Praga bruksela europa wieża Eiffla punta marmolada wiatrak amterdam pola elizejskie walczyk samoloty bal tango Praha bastylia narkotyki alpy rynek depresja wdk muzyka luwr taniec
O autorze
Twoje wydarzenia
Już nie musisz pamiętać o datach wszystkich wydarzeń.
Snapki.pl zrobią to za Ciebie!
Losowe aktywne profile
Ostatnie komentarze
No, ja wyglądam dziś jak raczek, i do tego okropnie piecze.... A nie było to w tak...
Małopolski Piknik Lotniczy
Najlepsze koncerty Turnaua to te w Studio. I to chyba głównie za sprawą publiczności.
U Turnaua na imieninach
Mięso pewnie też nie wiadomo z czego, może z wielbłąda...? Ale mimo wszystko brzmi...
Tunezja
kuchnia bardzo różnorodna. W hotelu wiadomo, część było robione pod europejczyków...
Tunezja

























