Oś czasu użytkownika michal
Dolomity
Dolomity
Miejsce wydarzenia: Canazei
Współrzędne GPS: 46.462930485775956 11.78558349609375
Lokalizacja punktu na mapie
Dolomity, moja miłość, zaraz po żonie.
Kto nie był nie wie jakie to magiczne miejsce.
Kiedyś myślałem, że to strasznie daleko, nie dość, że za granicą, to jeszcze w dalekiej Italii (tak, to nie pomyłka, nie ma takiego państwa jak Włochy, tylko u nas tak się mówi). Ale jak się raz zdobyłem na tę podróż, myśląc: kurde, dam radę, mój samochód da radę, to już wracamy tam co roku.
W sumie wyprawa nie jest aż taka skomplikowana jak się wydaje. Startujesz wieczorem i rano następnego dnia, po przejechaniu blisko 1500 km jesteś na miejscu. Oczywiście wszystko zależy w jakiej części Polski mieszkasz. Nie ma co ukrywać: z zachodniej części jest bliżej i nie mówię tu wyłącznie o południowej stronie. Mieszkańcy okolic Szczecina mają ułatwione zadanie: nie muszą jechać 1/3 drogi przez Polskę, tylko od razu wbijają się w niemiecki system autostrad. I mimo tego, że jest dalej, to paradoksalnie jest bliżej.
Po drodze widzisz zróżnicowany krajobraz, najpierw Polska i polskie drogi (jakie są, każdy widzi) potem bajeczne autostrady niemieckie, potem górzysta Austria i wreszcie Italia (cały czas z górki, prawie 100km).
Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć góry. W końcu to Alpy, które wydają się końca nie mieć. Jedziesz i widzisz po prawej i po lewej szczyty górskie, lodowce, piargi i przepiękne doliny, w których poprowadzona jest droga. Raz na ogromnych wiaduktach, innym razem w tunelach długości kilku kilometrów. Wreszcie skręcasz z autostrady (płacąc mniej niż na A4) i zaczynasz piąć się w górę z ok 200m.n.p.m. na wysokość prawie 1600m.n.p.m. Co nie przestaje zadziwiać, drogi nadal w doskonałym stanie. Zakręty wyprofilowane tak, żeby nawet największe autokary (a nie brakuje ich tam) miały się jak zmieścić. Po ok 100km wreszcie widzisz je!!!
Pierwsze wrażenie jest niesamowite, oto skały wysokie na 1000 - 2000m nagle wyrastają z zielonych łak pionowo w górę.Kwaterujesz się hotelu, lub polu namiotowym i podziwiasz. Z uwagi na fakt, że jest wczesny ranek, dolomity mają kolor pomarańczowy. Cudny. W miarę jak się słońce podnosi (lub Ziemia kręci - nigdy nie mam pewności) zaczynają zmieniać kolor i stają się prawie oślepiająco białe. Tuż przed wieczorem pokazują swoją kolejną odsłonę i okazują się żółte, żeby tuż przed zachodem przemienić się w prawie czerwone giganty.
Wybierasz się w pierwszą wędrówkę bliżej szczytów. Tu do wyboru dwie alternatywy, a nawet trzy.Pierwsza - idziesz na piechotę szlakiem do schronisk i restauracji umieszczonych na wysokich łąkach na ok 2000m i tam spacerujesz pomiędzy jednym a drugim schroniskiem, po drodze mijając świstaki.
Druga - jedziesz na górę jednym z wyciągów, I tu zaskoczenie, kolejek brak, ceny niskie a nawet niższe niż w Polsce.
Trzecia - jedziesz na wyżyny samochodem!. Tak, to nie pomyłka. W Dolomitach na wysokość ok 2000m.n.p.m. można wjechać samochodem, gdyż tamtędy prowadzą drogi do sąsiednich miejscowości. Droga na przełęcz to ok 5km, 30 zakrętów 180 stopni i doskonale utrzymana nawierzchnia.
Drugi i trzeci wariant obejmuje wycieczkę wyżej na via ferraty, bo przecież z tego słyną Dolomity.
I tu zaczyna się opowieść.
Pozwolę sobie przejść na pierwszą osobę w dalszej części opowieści, bo sama wspinaczka, czyli jej trudności, technika itd. zależne są od indywidualnych predyspozycji i kondycji wpinacza.
....
Parkujemy tuż obok wszechobecnych pensjonatów i hoteli, zazwyczaj za darmo.
Wypakowujemy z bagażnika plecaki ze sprzętem i jedzeniem na kilka następnych godzin.
Trasa zaplanowana poprzedniego dnia z każdym detalem, uwzględniająca poszczególne czasy pokonania wyznaczonej przez nas trasy.
Zarzucamy plecaki na ramiona, zamykamy samochód i już pieszo podchodzimy pod samą ferratę. Zazwyczaj jest to parę minut, do pół godziny. Podejście nie jest trudne, ale zazwyczaj wiedzie piargami, więc dla niedoświadczonego piechura będzie pierwszą trudnością.
Wreszcie jesteśmy. Pod nami rozciąga się widok na przełęcz z parkingiem i hotelami a przed nami początek ścieżki.Ferraty podzielone są ze względu na trudności jakie napotkamy po drodze, od najłatwiejszych na których prawie nie używamy uprzęży aż do bardzo trudnych, gdzie czeka nas wielogodzinna wspinaczka o dużym przewyższeniu (sięgającym nawet 1000m w pionie).
Zrzucamy plecaki i wypakowujemy sprzęt.
Kompletny zestaw składa się z:
- uprzęży
- lonży z dwoma karabinkami zatrzaskowymi
- kasku na głowę
- rękawic bez palców
- butów trekkingowych
dobrze mieć ze sobą:
- plecak z jedzeniem
- termos herbaty
- czekolady
- okulary z filtrem UV
- krem z wysokim filtrem
- aparat foto
- telefon komórkowy
- nawigację GPS
Wpinamy się w linę i ... w górę.
Pierwsze metry są zazwyczaj względnie łatwe, aby przyzwyczaić się do techniki wspinania.
Dużo pracują ręce, gdyż nieustannie poszukujemy miejsca gdzie można by się podciągnąć na rękach. Nie polecam podciągania się na przypiętej linie (nie żeby się nie dało, lina jest w 99% bardzo dobrej jakości i nie postrzępiona), gdyż cała zabawa polega właśnie na sprawdzeniu własnych umiejętności wspinaczkowych. Oczywiście są momenty, gdzie złapanie się liny jest wskazane, a nawet wymagane z uwagi na brak naturalnych miejsc do podciągnięcia się, ale należą one do rzadkości.
Pniemy się w górę, raz jest całkiem pionowo, innym razem przemieszczamy się po półkach skalnych. Miejscami ekspozycja jest tak duża, że może przyprawić o zawrót głowy. Ma to miejsce właściwie przez cały czas wspinaczki, ale prawdziwie eksponowane fragmenty z przepaściami sięgającymi 300 - 500m zdarzają się rzadziej.Momentami lina idzie pionowo w górę obok klamer wbitych w skałę. Brzmi całkiem przyjemnie prawda?
Nic bardziej mylnego, oto klamry zamocowane są w miejscach gdzie nie da się wspiąć, gdyż ściana jest zupełnie pionowa, lub wręcz odchyla się od pionu, nachylając się nad nami. To jakby iść po drabinie z tej drugiej strony. Wrażenia są niesamowite.
Po drodze napotykamy również mrożące krew w żyłach przepaście i pionowe drabinki nad kilkuset metrowymi przepaściami, oraz mostki wiszące nad szczelinami podobnych głębokości.
Wreszcie po kilku godzinach wchodzimy na szczyt, ale tylko z definicji, bo dolomity zazwyczaj są płaskowyżami i naszym oczom ukazują się ogromne przestrzenie jak z bajki. Istny księżycowy krajobraz.
Odpoczywamy chwilkę, cieszymy się ciszą i piękną pogodą. Zjadamy prowiant, poprawiamy czekoladą i w drogę. Tym razem na dół i zazwyczaj inną trasą.
Zejścia są prawie zawsze łatwiejsze od wejść, więc po 2-3 godzinach jesteśmy na dole (kilka ferrat i piarżysko). Teraz tylko dojście do samochodu i zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy na kwaterę.
Czemu tak lubimy góry?
Może dlatego, że tam możemy odpocząć psychicznie.Może dlatego, że tam wysoko w górze widzimy wyłącznie góry jak okiem sięgnąć i żadnej cywilizacji.
A może dlatego, że dają ogromną satysfakcję z pokonania góry i własnych słabości.
Może wreszcie dlatego, że na szczycie zdajemy sobie sprawę jacy mali jesteśmy w porównaniu do majestatu gór.
Załączone zdjęcia
Komentarze do wydarzenia
leshek71
2010-01-02 23:15:29
To prawda. C'est vrai.
Cholernie ładnie. I jaka opowieść intrygująca. Znowu mnie to nabiło takim pozytywnym myśleniem, chęcią zmierzenia się... zazdrością. Tak! Zazdrością o wszystko, bo chęci to jedno, a możliwości (nie finansowe) to drugie.
Gratuluję. Szczerze
michal
2010-01-03 20:36:42
Dziękuje bardzo. Szczerze.
Tak, taka wyprawa to masa pozytywnego myślenia zanim się wyjedzie: muszę dojechać, muszę dać radę wejść, muszę zrobić ładne zdjęcia, muszę odpocząć, muszę nacieszyć się widokami, muszę zmierzyć się z górą.
A potem jak się wraca to pozytywnego myślenia jest jeszcze więcej: Udało się wszystko, bądź większość z obranych celów.
Wydarzenia
Chmura tagów
Genewa val di fassa wiatrak szlak szkola Murowaniec Beethoven urodziny Tatry Tunezja Zakopane czekolada Hradczany fotografia kwiaty muzyka wyprawa siata Mała Strana szkoła przepriowazdka Mozart śnieg Suresnes wieża Eiffla pałac Wiedeń ferrata Praha Jezioro Genewskie narty amterdam Baker Street Szwajcaria unia europejska europa Paryż zegarki król trasa Monastir rzym sasso lungo Most Karola tulipan opera Dunaj narkotyki zdjęcia Pola Elizejskie holandia sex Czechy kanał prostytucja Greenwich Szwajcarzy la mesola belgia samoloty świeradów bruksela wiosna laski lotnictwo Praga marihuana Kew Gardens rynek depresja
O autorze
Dołączył: 2009-12-11
Wydarzeń: 19
Wydarzenia tego użytkownika
- Koncert, koncert, koncert
- U stóp Białej Góry
- Genewa
- Orlean i zamki
- Paryż
- Słodka stolica
- Amsterdam
- Berlin
- Praga (na południe)
- Pierwsze zimowe wejście latem
Twoje wydarzenia
Już nie musisz pamiętać o datach wszystkich wydarzeń.
Snapki.pl zrobią to za Ciebie!
Losowe aktywne profile
Dołączył: 2011-03-08
Wydarzeń: 7
Dołączył: 2009-09-01
Wydarzeń: 3
Dołączył: 2009-09-02
Wydarzeń: 3
Dołączył: 2010-06-03
Wydarzeń: 2
Dołączył: 2009-12-11
Wydarzeń: 19
Ostatnie komentarze
No, ja wyglądam dziś jak raczek, i do tego okropnie piecze.... A nie było to w tak...
Małopolski Piknik Lotniczy
Najlepsze koncerty Turnaua to te w Studio. I to chyba głównie za sprawą publiczności.
U Turnaua na imieninach
Mięso pewnie też nie wiadomo z czego, może z wielbłąda...? Ale mimo wszystko brzmi...
Tunezja
kuchnia bardzo różnorodna. W hotelu wiadomo, część było robione pod europejczyków...
Tunezja




























